Radosław Janaś z pilźnieńskiego gimnazjum zajął II miejsce w ogólnopolskim konkursie „Kresowe Portrety”. Była to IV edycja przedsięwzięcia ogłoszonego przez dyrektora Muzeum Niepodległości w Warszawie, dr. Tadeusza Skoczka pod patronatem Marszałka Województwa Mazowieckiego. Uczestnicy konkursu mieli za zadanie opisać historię rodziny kresowej lub indywidualnej osoby, której życie związane było z Kresami. Przygotowana praca mogła mieć formę zapisu rozmowy, wywiadu, wspomnień.
Radosław Janaś z pilźnieńskiego gimnazjum zajął II miejsce w ogólnopolskim konkursie „Kresowe Portrety”. Była to IV edycja przedsięwzięcia ogłoszonego przez dyrektora Muzeum Niepodległości w Warszawie, dr. Tadeusza Skoczka pod patronatem Marszałka Województwa Mazowieckiego. Uczestnicy konkursu mieli za zadanie opisać historię rodziny kresowej lub indywidualnej osoby, której życie związane było z Kresami. Przygotowana praca mogła mieć formę zapisu rozmowy, wywiadu, wspomnień.
O tym, że Radosław ma prababcię Janinę Popławską Szymaszek, która przeżyła wywózkę na Sybir w 1940 roku, dowiedziała się jego wychowawczyni Beata Mroczek na początku bieżącego roku szkolnego. Namówiła wtedy ucznia do udziału w konkursie i krok po kroku, zbierając odpowiednie materiały archiwalne, rodzinne pamiątki, na podstawie rozmów z panią Janiną wspólnie stworzyli wspomnienia pt. „Pod syberyjskim niebem”. Stronę tytułową zilustrował uzdolniony plastycznie Radosław, a korekty i redakcji tekstu literackiego dokonała wychowawczyni.
Fragment wspomnień „Pod syberyjskim niebem”:
(...)
Rozdział 5 - Gwiazdy spadają...
„Sunie pociąg widmowy przed siebie,
Białe gwiazdy spadają z drzew.
Wieje grozą na ziemi i niebie!
Tak, to lament! To szloch! Nie śpiew!
Tak, to lament, to szloch, nie śpiew.
Płaczą dzieci, płaczą kobiety.
Czarne kruki zrywają się z drzew, (…).” [1]
11. lutego 1940 roku około dziewiątej rano, kiedy na stacji znajdowało się już tysiące ludzi, nadjechał pociąg. Zaczęło się zajmowanie bydlęcych wagonów. Żołnierze bili i kopali ludzi. Do wagonów pakowano po pięćdziesiąt, siedemdziesiąt osób.
W tym czasie tatuś cały czas się ukrywał i dowiedział się, że wywożą Polaków. Dostał również informację, że zabrano jego brata Henryka Popławskiego wraz z żoną i czwórką dzieci. Wywieziono także moją ciocię Marysię Abramowicz z mężem i dwójką dzieci, a z trzecim była w ósmym miesiącu ciąży. Tatuś opowiadał potem, że w noc poprzedzającą naszą wywózkę przyśniła mu się żona, nasza mama, w czarnej sukni. (…)
[1]Wiatr-Partyka Stanisława, Piołun z kropelką rosy. Tarnów 1992, s. 7.





